Z Pauliną i Markiem spotkaliśmy się w miejscu, które — moim zdaniem — idealnie do nich pasuje. Pałac w Wilanowieto przestrzeń, do której wracam regularnie i za każdym razem widzę ją trochę inaczej. To miejsce daje dużo możliwości i pozwala spojrzeć świeżo nie tylko na samą lokalizację, ale też na parę.
Sesja odbyła się po południu. W Wilanowie to moment, kiedy światło zaczyna pracować spokojniej, a zachód słońca potrafi całkowicie zmienić charakter przestrzeni. Bez względu na porę roku — zawsze robi to wrażenie.
Czy na tę sesję mieliśmy plan? Zdecydowanie nie.Założenie było proste: ma być elegancko, ponadczasowo, ale na luzie. Bez ustawiania pod konkretne kadry i bez sztywnego scenariusza.
Korzystaliśmy z dostępnych miejsc i reagowaliśmy na to, co akurat działało wizualnie. Zdjęcia powstawały w trakcie spaceru — zatrzymując się tam, gdzie naturalnie pojawiał się dobry kadr. Taki tryb pracy jest mi najbliższy.
Pałac w Wilanowie dobrze sprawdza się przy sesjach poślubnych. To miejsce uporządkowane, spokojne i wystarczająco różnorodne, żeby stworzyć spójny materiał bez potrzeby zmiany lokalizacji.
Ta sesja była dokładnie taka, jaka miała być: prosta, swobodna i oparta na obserwacji miejsca. Bez nadbudowywania historii. Bez presji.
Jeśli myślisz o sesji poślubnej w Pałacu w Wilanowie i zależy Ci na naturalnym, ponadczasowym efekcie — to zdecydowanie dobry kierunek.